Są wyjazdy, które planujesz miesiącami. Są jednak i takie, które po prostu się zdarzają – i właśnie one okazują się jednymi z najważniejszych w życiu. Paryż, czerwiec 2026. Miałam już zarezerwowany hotel na kilka dni, ponieważ Paryż jest jednym z tych miast, do których zawsze wracam i nigdy nie żałuję. Bilety na Roland Garros kupiłam jednak w ostatniej chwili, kiedy okazało się, że Maja Chwalińska gra w półfinale. Dlatego nie zastanawiałam się długo. Co ważne, nie żałowałam ani przez sekundę.
Roland Garros na żywo — atmosfera, której nie odda żaden telewizor
Zanim opowiem Wam o Mai, muszę powiedzieć jedno: Roland Garros na żywo to zupełnie inne doświadczenie niż oglądanie z kanapy. Wiem, że tak mówią o każdym sporcie na żywo, jednak tutaj to naprawdę prawda. Przede wszystkim zapach mączki ceglanej unoszący się w powietrzu. Do tego charakterystyczny głuchy odgłos uderzenia piłki o kort, który w telewizji po prostu znika. A także napięcie trybun, kiedy zawodniczka zbliża się do serwisu przy meczbolu – cisza, którą można kroić nożem. Wreszcie ten moment po ostatnim uderzeniu, kiedy kilkanaście tysięcy ludzi wybucha jednocześnie. Tego po prostu nie da się odtworzyć w domu. Co więcej, Paryż w czerwcu jest absolutnie wyjątkowy – miasto jest słoneczne, ogrody pełne ludzi, a brasserie przy kortach serwują wino już od południa i absolutnie nikt nie robi z tego problemu. Wielki Szlem ma swój rytm i swój klimat. Dlatego bardzo, bardzo szybko wciąga.

Maja Chwalińska na Roland Garros 2026 — od kwalifikacji do finału
Maję Chwalińską śledziłam z domu od pierwszych meczów – mecz za meczem, z niedowierzaniem rosnącym z każdą rundą. Żeby zrozumieć skalę tego, co zrobiła, trzeba jednak znać kontekst. Kwalifikantki to zawodniczki, które nie mają wystarczająco wysokiego rankingu, by dostać się do głównej drabinki bezpośrednio. Maja startowała z 114. miejsca na świecie. Co istotne, większość z nich odpada w pierwszej lub drugiej rundzie turnieju głównego. Tymczasem dotarcie do finału przez kwalifikantkę nie zdarzyło się nigdy wcześniej w historii kobiecego Roland Garros. Nigdy. W całej historii turnieju. Po drodze pokonała przy tym Qinwen Zheng – mistrzynię olimpijską. Następnie Marię Sakkari, a także Annę Kalinską. Dlatego kiedy okazało się, że gra w półfinale, spakowałam walizkę i kupiłam bilet do Paryża.
Półfinał oglądałam już na żywo w Paryżu i do dziś mam ciarki, kiedy o nim myślę. Trybuny pełne polskich kibiców, polskie flagi, dwie zawodniczki, a do tego cudowna atmosfera. Ostatecznie Maja wygrała 7:6, 6:4. W wielkim stylu.

Finał. Zostałam zatem na kolejny dzień. Oczywiste. W finale Maja zmierzyła się z Mirrą Andriejewą. Niestety przegrała 3:6, 2:6. Siedziałam na Philippe-Chatrier i – nie ukrywam – miałam łzy w oczach. Nie ze smutku jednak, lecz z dumy i z niedowierzania, że jesteśmy tu, że polska dziewczyna gra w finale Wielkiego Szlema zaczynając od kwalifikacji. Co więcej, Maja Chwalińska jest czwartą Polką w finale turnieju Wielkiego Szlema w historii. Po Jadwidze Jędrzejowskiej, Agnieszce Radwańskiej i Idze Świątek. To naprawdę nie są małe słowa. Przed turniejem była 114. na świecie, natomiast po finale – 21. W ciągu zaledwie dwóch tygodni. I €1 400 000 nagrody.
Dlaczego warto zobaczyć Wielki Szlem na żywo
Wróciłam z Paryża z przekonaniem, że każdy powinien przynajmniej raz zobaczyć Wielki Szlem na żywo. Przede wszystkim bilety na pierwsze rundy są zaskakująco dostępne, dlatego to świetny punkt wyjścia do zaplanowania city break w Paryżu w czerwcu. A atmosfera? Napiszę tylko tyle: weszłam na turniej jako kibic tenisa, a wyszłam jako ktoś, kto rozumie, dlaczego ludzie wracają tu rok po roku. Maja Chwalińska udowodniła, że warto marzyć i walczyć do końca. Z kolei Roland Garros udowodnił, że sport potrafi być piękny. A Paryż – jak zwykle – udowodnił, że jest miastem, do którego zawsze warto wracać. Przede wszystkim dla atmosfery, dla kuchni i dla zabytków.
Roland Garros — jak kupić bilety i zaplanować wyjazd do Paryża
Jeśli mój zachwyt Was zaraził, oto garść praktycznych wskazówek, dzięki którym sami zaplanujecie wyjazd na Roland Garros:
- Kiedy: turniej odbywa się co roku na przełomie maja i czerwca (około dwóch tygodni) na kortach Stade Roland Garros w zachodnim Paryżu.
- Bilety: kupicie je na oficjalnej stronie rolandgarros.com. Sprzedaż startuje zwykle zimą lub wczesną wiosną, dlatego najlepsze miejsca rozchodzą się błyskawicznie.
- Ceny: bilety na pierwsze rundy (sesje na kortach zewnętrznych) zaczynają się od kilkudziesięciu euro i dają wstęp na wiele meczów jednego dnia. Z kolei finały na korcie Philippe-Chatrier kosztują znacznie więcej.
- Dojazd: na korty dojedziecie metrem (linia 10, stacja Porte d’Auteuil) lub kolejką RER.
- Gdzie spać: Paryż w czerwcu bywa drogi, dlatego hotel rezerwujcie z wyprzedzeniem (wygodnie przez wyszukiwarkę Booking.com na bocznym pasku bloga).
- Połączcie to z city break: dwa–trzy dni w stolicy Francji wystarczą, by obejrzeć tenis i zwiedzić miasto. Jeśli to Wasz pierwszy samodzielny wyjazd, zajrzyjcie ponadto do wpisu Podróż na własną rękę bez tajemnic.
Atrakcje i wycieczki w Paryżu — zarezerwuj online:
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Kiedy odbywa się Roland Garros?
Turniej rozgrywany jest co roku na przełomie maja i czerwca i trwa około dwóch tygodni, na kortach Stade Roland Garros w Paryżu.
Ile kosztują bilety na Roland Garros?
Najtańsze wejściówki na pierwsze rundy zaczynają się od kilkudziesięciu euro (korty zewnętrzne), natomiast ceny rosną wraz z fazą turnieju, dlatego bilety na finały są najdroższe.
Jak kupić bilety na Roland Garros?
Najpewniej przez oficjalną stronę rolandgarros.com. Sprzedaż rusza zwykle zimą lub wczesną wiosną, dlatego warto zarejestrować się i działać szybko.
Czy warto połączyć Roland Garros z wyjazdem do Paryża?
Zdecydowanie tak. Dwa–trzy dni wystarczą, by obejrzeć mecze i zwiedzić miasto, a co więcej czerwcowy Paryż jest wyjątkowo piękny.
A Wy — byliście kiedyś na Wielkim Szlemie na żywo? Dajcie znać w komentarzu, czy Roland Garros jest na Waszej liście marzeń!
Ściskam Was stylowo,
Ania




